BKS Stal - Górnik Wesoła 0:0
W meczu 27. kolejki III ligi sląsko-opolskiej BKS Stal zmierzył się z Górnikiem Wesoła. Na pożegnanie z własnymi kibcami bielszczanie zremisowali 0:0.
BKS Stal - Górnik Wesoła 0:0
Żółte kartki: nikt - Nawrocki, Wujec
BKS: Kozik, Antczak, Łybyk (46. Wiśniewski), Caputa (63. Uzoma), Czaicki, Zdolski, Kopeć, Wójcik, Karcz, Dzionsko, Pontus (73. Sierota)
Górnik: Matras, Czapla, Nawrocki, Herrmann, Tuleja, Jaskiernia (58. Hendel), Sarzała, Wujec, Haftkowski (82. Koulaty), Siwek, Stokłosa (73. Smarzyński)
Sędzia: Juraj Krasci (Słowacja)
Spotkanie bialskiej Stali z Górnikiem Wesoła rozpoczęło się 15 minut później niż pierwotnie planowano. Decyzję taką podjęli sędziowie poproszeni o to przez zespół gości, który pobłądził i przyjechał na Stadion Miejski mocno spóźniony.
Górnik Wesoła był jedynym zespołem, który wygrał z bialską Stalą w grupie mistrzowskiej. Spotkanie w Wesołej toczyło się pod znakiem przewagi BKS, ale to Górnik zgarnął trzy punkty po kuriozalnej bramce Michała Haftkowskiego, który zdobył gola bezpośrednio po wybiciu bramkarza BKS Krzysztofa Kozika.
U siebie bielszczanie zapowiadali rewanż. W pierwszej połowie gra była wyrównana, choć to podopieczni trenera Rafała Góraka mieli lepsze okazje do objęcia prowadzenia. Najlepszą z nich zmarnował Marcin Pontus już w 2. minucie meczu. Piłka po prostopadłym podaniu toczyła się w stronę bramki Górnika, Pontus wyskoczył zza obrońców przebiegł niemal całą połowę boiska i znalazł się sam przed bramkarzem gości. Napastnikowi Stali udało się nawet minąć golkipera Górnika, ale zbyt długo czekał na oddanie strzału i bramkarz przyjezdnych zdążył z interwencją. W odpowiedzi dobrą okazję zmarnował Michał Haftkowski, który stojąc kilka metrów od bramki nie spodziewał się, że dotrze do niego piłka dośrodkowana z lewej strony boiska. W 14. minucie BKS Stal znów miał okazję do strzelenia gola. Po dośrodkowaniu z prawej strony z piłką w polu karnym minął się Rafał Łybyk, ale futbolówka dotarła do Seweryna Caputy, który tzw. "rogalem" próbował umieścić ją w bramce. Niestety strzał okazał się niecelny. W 39. minucie bielszczanie znów zagrozili bramce przeciwnika. Tym razem Caputa zagrał do Łybyka, a ten dośrodkował ostro w pole karne, gdzie wbiegał Kamil Karcz. Naciskany przez obrońcę, nie mógł strzelić tak mocno jak wymagała tego sytuacja przez co piłkę złapał bramkarz Górnika. W połowie pierwszej części gry nad boiskiem rozpętała się ulewa, a w niedalekiej odległości od stadionu szalała burza.
Druga połowa meczu zaczęła się od ataków gospodarzy, którzy w pierwszych minutach tej części gry mieli aż trzy rzuty rożne. Niestety żaden z nich nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. W 63. minucie blisko szczęścia byli przyjezdni. Po rzucie wolnym piłka odbiła się jeszcze od śliskiej murawy i o mały włos nie zaskoczyła Krzysztofa Kozika. Bielski bramkarz z najwyższym trudem wybił ją na rzut rożny. Kilka minut później znów było gorąco pod bielską bramką. Haftkowski dośrodkował w pole karne, gdzie niepilnowany Marcin Stokłosa strzelił z kilku metrów w słupek. W 84. minucie Górnik tylko szczęściu zawdzięczał, że nie przegrywał. Po dośrodkowaniu Damiana Zdolskiego piłka w polu karnym dotarła do Karcza, który uderzył bardzo mocno. Futbolówka trafiła w głowę bramkarza Górnika i spadła pod nogi Luke Uzomy, który nie potrafił skierować jej do bramki. Bramkarz z Wesołej miał w tym wypadku mnóstwo szczęścia, a ta sytuacja do złudzenia przypominała te z Wesołej, gdzie mimo wielu szans piłka nie chciała wpaść do bramki Górnika. Minutę przed końcem spotkania znów okazję miał Uzoma. Piłka po dośrodkowaniu Marcina Czaickiego z rzutu wolnego dotarła o Uzomy, który uderzył głową, ale piłka odbiła się od poprzeczki. Kilkadziesiąt sekund później sędzia zakończył mecz, w którym nie padła żadna bramka.







